JUJU 100% Organic Aloe Toner

JUJU 100% Organic Aloe Toner
Wśród jesiennych zakupów, które pokazywałam Wam TUTAJ znalazło się kilka rzeczy z Japonii, m.in. aloesowy tonik od JUJU. Używam go od trzech miesięcy i jestem w połowie opakowania. Tak, dobrze napisałam – w połowie. Nie jest mi po drodze z tym kosmetykiem, oj nie jest.
Kojarzycie „czasami człowiek musi, inaczej się udusi…”?

Lekki tonik, swobodnie przenikający przez skórę. Poprawia jej elastyczność, głęboko ją nawilżając. Zawiera kwas hialuronowy, kolagen oraz sok z aloesu (z upraw ekologicznych).
Pozbawiony zapachu, sztucznych barwników, oleju mineralnego. (źródło)
JUJU 100% Organic Aloe Toner

 

JUJU 100% Organic Aloe Toner

Wypadałoby zacząć od pozytywnych rzeczy, prawda? Tak więc – tonik dostajemy w zgradnej butelce, dobrze leżącej w dloni. Jeśli upadnie na podłogę łazienki – ani butelce, ani kafelkom się nie stanie. :) Plastikowa butelka jest odporna na uszkodzenia mechaniczne. (brzmię prawie jak doradca w sklepie Nie Dla Idiotów w dziale RTV/AGD :]) Bez problemu wylewamy żądana przez nas ilość.

JUJU 100% Organic Aloe Toner

A teraz rozwinięcie myśli z początku wpisu. Mam co do tego toniku bardzo mieszane uczucia, ze wskazaniem na nie. Dałam mu trochę czasu, poużywałam. Ale jak już wspomniałam, używanie go nie jest dla mnie przyjemnością. Usuwa co prawda sebum, skóra jest oczyszczona, ALE… Mam wrażenie, że tonik nie wchłania się, jak to obiecuje producent, a pozostawia na skórze dziwny filtr. Może to przez ten kolagen? Nie  jestem pewna, ale nie pasuje mi ta dodatkowa atrakcja.
Poza zmywaniem sebum tonik nie robi absolutnie nic. Nic, zero, nul. Nie ma żadnych pozytywnych rzeczy. Chociaż krzywdy też mi nie zrobił. Nie wysuszył, czy też nie pogorszył stanu mojej cery. Niby jest bezzapachowy, ale coś tam wyczuwam. Chociaż może ja przewrażliwiona jakaś? Ostatecznie jestem na nie i zdania ja jego temat nie zmienię.
Chciałam tonik aloesowy, nastawiłam się pozytywnie (jestem na etapnie uczenia się pozytywnego podejścia) a on okazał się niczym…

Zostało mi jeszcz pół butelki, której szkoda mi ot tak wyrzucić. Najprawdopodobniej to kolagen zostawia mi ten filtr, może u kogoś innego się sprawdzi?
Jeśli ktoś nie przestraszył sie składu – oddam to, co zostało. Z chęcią poczytam o wrażeniach drugiej osoby.

Podobne posty