i po urlopie…

A przynajmniej po jego właściwej części. Dlatego zniknęłam na kilka dni – nie pisałam, nie komentowałam. Dzisiajszy post będzie bardzo luźny i będzie zdecydowanie do czytania niż oglądania.

Odcięłam się od świata i 3 fantastyczne dni spędziłam w Kostrzynie. Tak, tak. Byłam na Woodstocku. :) I nie żałuję, bo było genialnie! Szkoda tylko, że Przystanek minął tak szybko. Jak dla mnie zdecydowanie za szybko. Co nie zmienia faktu, że do domu przywiozłam same pozytywne wrażenia i wspomnienia. No i naładowałam akumulatory, co było mi bardzo potrzebne. :) Chociaż jestem teraz w fazie zmęczenie – po podróży i niedospaniu. No bo jak spać na Woodstocku, kiedy dzieje się tyle fajnych rzeczy i jest tyle koncertów, na których chce się być? Ale w końcu po to się tam jedzie. :]
Sama podróz do, jak i z Kostrzyna minęła bez problemów. Co więcej mieliśmy w obu pociągach miejsca siedzące. Szok! W końcu Woodstockowe pociągi to ścisk i nieopanowany choas. Nie twierdzę, że w późniejszych połączeniach i dalszych trasach nie panował tłok, ale wchodzenia przez okna nie kojarzę. Z drugiej strony nie oglądałam tv, więc możliwe, że jednak coś mnie ominęło. ;)
Na polu mnóstwo ludzi i namiotów, których ilość z początku może przestraszyć. Jednak jak się trochę z tym oswoi, już tak strasznie nie jest. :) Chociaż chodzenie na drugi koniec Przystanku w upałach które były do najprzyjemniejszych nie należy. xD
Ludzie – wszyscy pokojowo i pozytywnie do siebie nastawieni. Chętni do podzielenia się wodą (również polania współwoodstokowiczów, żeby ulżyć w upale) czy jedzeniem. To jest właśnie dusza Przystanku – ludzie, którzy tam przyjeżdżają. Wszyscy pozytywnie zakręceni. Gdzie indziej można spotkać Superbohaterów, czy ludzie ubranych w jednoczęściowe piżamy (np. dinozaura). A przybywają zewsząd. Byli ludzie z Brazylii, Włoch, Hiszpanii, Niemiec czy Francji. W tym miejscu pozdrawiam mojego współobozowicza. :)
I nie – wbrem wcześniejszym obawom nie zgubiłam się. ;P Moja ekipa liczyła 10 osób, więc kiedy szliśmy na wieczorny koncert byliśmy jak grupa przedszkolaków. Łapaliśmy się za rączki i tak wędrowaliśmy pod główną scenę. :D
Woodstock główna scena
Mimo ogromu ludzi bez problemu można było dostać się pod scenę. Na zdjęciu koncert Ugly Kid Joe. Całą grupą bez przepychania się dotarliśmy do (bodajże) 10 rzędu. :) Na koncertach na scenie głównej bawiłam się świetnie (Emir Kusturica czy Leningrad dali czadu), scena folkowa także mnie zaspokoiła. Wytańczyłam się że ho ho. :]
A w przyszłym roku 20. Przystanek Woodstock. Oj się będzie działo! :D
Ja tymczasem mam jeszcze dwa dni urlopu. Będę dochodzić do siebie – będę wracać głównie psychicznie, bo po wylądowaniu na dworcu w Poznaniu (moje miejsce przesiadkowe), cywilizacja wydała mi się taka surrealistyczna…
Wróciłam naładowana pozytywną energią, opalona (a w niektórych miejscach przypalona xD), z obtarciami. Ale te ostatnie zdecydowanie się nie liczą!
Idę nadrobić blogowe zaległości, odpisać na zaległe maile. I zaznaczyć w widocznym miejscu Woodstock 2014. :]
Mam nadzieję, że wybaczycie niekosmetyczny wpis, ale po prostu musiałam się z Wami podzielić wrażeniami. :)

Podobne posty