a kysz!!

klasyczny CARMEX i Bielenda GRAFFITI 3D
Dzisiaj będzie krótko. I nie dlatego, że już późno a post jest pisany ‚od ręki’ (a może inaczej – nie wiem, zmęczona po pracy jestem). Z niektórymi typami trzeba się rozprawić raz a dobrze. I pożegnać w otchłaniach kosza na śmieci. Jutro środa – przyjadą panowie z Remondisu i zabiorą te takie… niedobre rzeczy.

klasyczny CARMEX
Carmex przewija się przez blogosferę że ho ho. Występuje w różnych wersjach i smakach. Późną jesienią moje usta zaczynają być bardziej wymagające, więc postanowiłam się w niego zaopatrzyć. Wybrałam wersję bez smaku, ponieważ wydawała mi się najbardziej bezpieczna pod względem ewentualnego przykrego smaku/zapachu.
Na plus sztyftu – jest zabezpieczony, więc nie musimy się obawiać, że kupiliśmy produkt otwierany a co gorsza użyty. Rozmiar również na plus. Można go spokojnie schować do kieszenie, torebki czy kosmetyczki. I tu niestety kończy się to, co dobre.
W miarę używania to już (w moim przypadku) katastrofa. Zapach bardzo intensywny, nieprzyjemny. O ile to jeszcze mogłabym przeżyć, tak to co robił z ustami – zdecydowanie nie. Na początku używania czułam chłodzenie i mrowienie. Nie ukrywam – byłam zdziwiona, ponieważ przy żadnym innym produkcie pielęgnacyjnym do ust nie odczuwałam takiego efektu. Nawilżenie ust? Było, ale bardzo minimalne. Niestety po dłuższym czasie używania miałam wrażenie, że usta są pokryte nieprzyjemną warstwą. Skojarzenie jedno – jakbym smarowała usta klejem.
Tak więc Carmexowi dziękuję i nigdy już do niego nie wrócę.
Na szczęście z pomocą przyszedł mi balsam ukręcony przez Patrycję.
Bielenda GRAFFITI 3D
Drugi „bohater” dzisiejszego wpisu do GRAFFITI 3D od Bielendy. Wcześniej używałam kremów tej firmy, więc się skusiłam.
Wg producenta pomaga kręconym włosom poprawić ich naturalny skręt oraz zyskać na objętości. Naturalnie kręconych włosów co prawda nie mam, więc stosowałam je na włosy nawinięte na wałki. Umyte i lekko osuszone włosy spryskiwałam, nawijałam i albo szłam spać (jeśli stosowałam ją w tygodniu), albo podsuszałam suszarką (w weekend w ciągu dnia). Początkowo loki rzeczywiście wyglądały ładniej. Były sprężyste, nie były obciążone, ładniej się układały. Jednak po jakimś czasie włosy bardzo mi się przesuszyły. Musiałam używać głęboko nawilżających masek, żeby doprowadzić je do ładu.
No ale jako że kręconowłosa nie jestem, postanowiłam oddać mgiełkę kuzynce, której włosy mają delikatny skręt. No i co? Na początku też było dobrze. No właśnie – na początku. Im dalej w las, tym gorzej. Kuzynka niestety również przesuszyła sobie włosy.

Podobne posty